O czym by tutaj dziś napisać?
O cenzurze w internecie, która powolutku staje się faktem? Najpierw internetowy Fakt ( pozdrawiam pana Łukasza Warzechę!) z powodu pewnego pozwu pewnego pana ministra. A później, prewencyjnie i internetowe strony Przeglądu Sportowego, aby ani jedno złe słowo nie padło w stronę walczących ze złymi kibicami ( jak głosujesz na PO toś kibic, jak na PIS toś kibol, chuligan i nazista – antysemita). Dwie pieczenie przy jednym ogniu, nawet pieczone w tym samym momencie na jednym szpikulcu. Gratuluję. Teraz dochodzi jeszcze Wprost. Teraz już wiemy, że „elitka” zrobi wszystko, by wyborów nie przegrać.
Teraz jak będziesz chciał coś napisać nieprzychylnego wobec rządu to dwa razy się zastanów, bo bez podania nazwiska, imienia, miejsca zamieszkania, miejsca pracy, wysokości zarobków, wagi, wzrostu, stanu cywilnego, preferencji seksualnych, karty dentystycznej i odcisków palców (mój monitor jest wystarczająco wyświechtany, więc ten ostatni warunek na ogół spełniam) nie napiszesz ani jednego zdania, nie postawisz kropki, przecinka, o wciśnięciu Enter nie wspominając.
A niech no tylko choć jedna literka będzie nie tak, jak trzeba, ale propisowsko przekoślawiona, niech chociaż jeden przecinek będzie stwarzał zagrożenie dla bezpieczeństwa i dobrego samopoczucia władzy, władza ci ten przecinek Backpace'em wyeliminuje, a następnego dnia o 6 rano „właściwy miejscowo prokurator z grupa asystentów z bronią” automatyczną obudzą i przypomną.
A może kilka słów poświecić zapewne miłemu sercu naszych euroentuzjastów konkursowi Eurowizji, w którym zgodnie z prawidłami polska wokalistka odpadła w przedbiegach, a jak zawsze „wielka piątka” ma miejsce „zagwarantowane z urzędu” w finale. I może jej występ rzeczywiście był dość niemrawy, to jednak tylko frajerzy mogą myśleć, że to klasa wokalistki i piosenki decydują o sukcesie. Mimo usilnych starań pan premiera, wciąż nas nie lubią i na nas nie głosują. Za to Polacy w swej naiwności głosują na Ewelinę Saszenko – cwani Litwini wiedzą, że polscy frajerzy postawią na Polkę z pochodzenia. Na przyszłość dobra rada – wysłać Krawczyka i nie głosować.
A może napisać coś o panu Bartoszu, którego wszyscy lubią, a panie może coś więcej? Jak to mówią: kto w TVNie zaczyna ten w Platformie kończy – przynajmniej na razie. Mogę tylko złożyć wyrazy współczucia sympatykom SLD ( a co tam, mam dziś gest) z powodu utraty „Wielkiej Nadziei... Czerwonych” na unifikację tytułu pierwszego sekretarza..., wróć – przewodniczącego partii i premiera III RP.
Ale wiadomo, liczy się kasa misiu, a kto ma kasę?
A stanowisko? W sam raz na kilka konferencji tuż przed wyborami, w których z przekonującą miną brata łaty i pełną gębą frazesów sympatyczny „do bulu” i ujmujący pan Bartosz przedstawi cały szereg propozycji, jak to Platforma będzie wykluczać... wróć – jak Platforma będzie troszczyć się o wykluczonych ( eutanazja i aborcja?) .
Doktor Jekyll i Mr Hyde, a może po prostu dobry Agent.
W każdym bądź razie mało mnie to obchodzi, choć stanowi za pewne ciekawy materiał na pracę doktorską - nomen omen – dotyczącą poziomu wiarygodności pewnego gatunku młodych polityków i poziomu głupoty społecznej, akceptującej takie ciekawe okazy w świecie polityki za pomocą kartki wyborczej.
I o czym tu pisać?


