Arystoteles ponoć powiedział, żemądrość jest uzależniona jest od trzech rzeczy: osobowości, wiedzy, samokontroli. Czy każdą z tych cech można przypisać Pawłowi Poncyliuszowi, tego nie wiem, ale jest dla mnie rzeczą zupełnie oczywistą, że jak ulał pasuje do jego osoby inny cytat, z książki „ Szklana zupa” Jonathana Carolla : „Urodziwym ludziom wydaje się, że świat powinien wybaczyć im grzechy, ponieważ oni istnieją.”
Zresztą podobnie jak do Bartosza Arłukowicza. Pod tym względem obaj nad wyraz przystojni panowie są do siebie podobni, niczym dwie krople wody. Nie ważne co mówią i co robią. Wystarczy, że uda im się powiedzieć coś w miarę składnie i pełnokrwista kompozycja wizualno – słowna czyni z nich „rasowych polityków” doby mediokracji XXI wieku. W rzeczy samej nie różnią się zbytnio od przedstawicieli innych profesji, którzy na chleb zarabiają swym wizerunkiem, jak aktorzy, fotomodelki, czy prezenterki telewizyjne. Idea? W ich przypadku to betka, dodatek. Pójdą tam, gdzie mogą zaistnieć, kto więcej fruktów zagwarantuje. To ulubieńcy stacji telewizyjnych.
Jak bardzo ich udział w życiu politycznym ma poniekąd posmak erotyczny, niech świadczy chociażby język wypowiedzi jednego z braci Narcyzów polskiej sceny politycznej, czyli Pawła Poncyliusza:
"Nagabują mnie w różnych miejscach w Sejmie, kiedy przejdę do PO"
"Od lat jestem politycznie molestowany, ale PJN idzie do wyborów samodzielnie, ja nigdzie się nie wybieram" ( źródło)
Cała polityka PO, jako partii, to polityka nasycona PR, mimo że w rzeczywistości w kraju rządzonym przez partię PR zachodzą zmiany, które jak najbardziej mają wiele wspólnego z polityką – polityką niszczenia demokracji, świadomości narodowej, sprawiedliwości i państwa jako takiego. Tym bardziej więc by zagłuszyć w mediach echa szkodliwych procesów na gwałt potrzeba pięknisiów, którzy zamiast zajmować się meritum, a już nie daj Boże – jeśli „wajchowi” w Boga wierzą – walczyć z tymi procesami społecznymi, po prostu ładnie wyglądają w TVNach i punktów procentowych przysparzać partii władzy potrafią urokiem osobistym. Twarde reguły gry w polityce państwa kondominialnego takie postacie wysuwają na plan pierwszy. Nie ma w niej miejsca dla brzydkich Kaczątek, a co dopiero Kaczorów.
Stąd jakaś niewidzialna siła dośrodkowa zasysa, niczym rozpędzone tornado w Oklahomie, wszelkiej maści pięknoduchów politycznych i pięknolicych fizycznie, których jedyną treścią bycia w polityce jest być i dobrze się prezentować. I choć rozczula ta psia wprost wierność pana Poncyliusza wobec PJN, to jednak jego wiarygodność wobec wolty z ubiegłego roku jest żadna.
Ale co to mnie obchodzi. Może tylko tyle, że jako brzydal panom Arłukowiczowi i Poncyliuszowi zazdroszczę urody, choć jeśli chodzi o zasady – wolę swoje. Ale zasadami kabzy się nie napełni.



Prawdziwy facet to dla mnie Jean Paul Belmondo.
Pozdrawiam :)))