Należy z całą stanowczością pochwalić decyzję pani Joanny Muchy w sprawie zatrudnienia na stanowisku wicedyrektora COS Marka Wieczorka, właściciela jednego z salonów fryzjerskich w Lublinie. Nie znajduję słów wytłumaczenia dla bezprzykładnego ataku personalnego na tak zasłużoną dla PO minister sportu.


Nie może być bowiem nic bardziej właściwego, niż zatrudnienie fachowca najwyższej próby na tak odpowiedzialnym stanowisku, jakim jest zarządzanie instytucją przeznaczoną do restrukturyzacji. Z powodzeniem restrukturyzowana jest od jakiegoś czasu polska służba zdrowia, a wcześniej ze 100 % powodzeniem zakończono restrukturyzację polskich stoczni. Restrukturyzacja trwa więc w najlepsze, a fryzjer to odpowiednia rola do powierzonego zadania, zadania strzyżenia publicznej kasy. Bo przecież temu służą  wszelkiej maści peowskie restrukturyzacje i inwestycje. Weźmy na przykład Stadion Narodowy. Jest, a jakby go nie było. To znaczy, że on jest to my odczuwamy w portfelach, ale nie można na nim grać, bo nie jest przeznaczony do imprez krajowych, tylko międzynarodowych. To pewnie oznacza, że Puchar Polski w piłce nożnej się na nim nie odbędzie, ale jak niemiecka federacja piłkarska poprosi, to chętnie władze Warszawy wyrażą zgodę na rozegranie finału Puchary Niemiec na terenie miasta stołecznego Generalnej Guberni? Ot u Barei był miś, a u Gronkiewicz -Waltz i wojewody mazowieckiego stadion, oczywiście na miarę naszych czasów.


Cyrulik na dworze Tuska zresztą jest osobą niezbędną. Wszak nasze elity rządowe z taką łatwością przyjmują wschodnie, bizantyjskie wzorce, że lada moment na wzór bojarów pozapuszczają sobie długie brody tak, że na oficjalnych dyplomatycznych obiadach taki Sikorski będzie ową brodą mieszał zupę, a w nagłych przypadkach wycierał nią okruszki.


Tak więc na dworze urządzonym na wzór bizantyjski wszechstronny cyrulik z czterema podyplomowymi fakultetami to konieczność i chwała minister  Musze  za trzeźwość umysłu, a matce naturze za jej piękne oczy.


Ktoś powie wraca stare, wszak drzewiej również wysokie urzędy sprawowali bezpośredni przyboczni władców. Powracamy więc do epoki, gdzie podczaszy, koniuszy byli najważniejszymi osobami w królestwie, a chłopów rugowano z własności ziemi przez coraz większe obciążenia podatkowe, tak ,że co musieli iść w poddaństwo. No, na razie jeszcze nikt ich do ziemi nie przywiązuje, wręcz przeciwnie, ale może to też jest sposób.


A co do sportu muszę jednak wyrazić żal, że pani minister nie ma na podorędziu jakiegoś znajomego masażysty z ulubionego spa, którego uczyniłaby szefem Polskiego Związku Narciarskiego. Wtedy zniknęły by jak ręką odjął problemy Justyny Kowalczyk z brakiem zatrudnienia w związku specjalisty od odnowy biologicznej. A ten po godzinach zawsze mógłby dorobić do skromnej prezesowskiej pensji masując naszą mistrzynię biegów narciarskich.


Tylko, czy pani Mucha nie byłaby zazdrosna?


http://www.dziennikwschodni.pl/apps/pbcs.dll/article?AID=/20120204/NEWS01/362319001